czwartek, 14 lutego 2008

Hormoz / Ormuz



To taka mała wysepka, na którą dopływa się łodzią motorową. A po co się dopływa? Są tam do zobaczenia ruiny portugalskiego zamku. W tym rejonie każda wyspa miała przynajmniej jedną taką fortecę, bo Portugalczycy kontrolowali swego czasu te wody.



Dopływa się tam też po to, by zaznać trochę spokoju. Na Ormuz jest senna wioska rybacka - ludzie czyszczą i naprawiają sieci, dzieci sprzedają obcokrajowcom śmierdzące muszelki, poza tym nie dzieje się nic.

środa, 13 lutego 2008

Bandar Abbas



W największym porcie Iranu życie płynie spokojnie. Nie ma tam wiele do zobaczenia w sensie zabytków, ale gołym okiem widać różnice z pozostałymi miastami, które dotąd widzieliśmy. Mnóstwo się buduje, istnieją centra handlowe (typu nasza galeria), jest znacznie więcej żebraków, nikt sobie nic nie robi z zakazu pykania fajeczki wodnej.



Ale po kolei. Przylecieliśmy jakimś innym samolotem, bo nasz lot odwołano. Na pokładzie z nudów zaczęliśmy grać w kółko i krzyżyk (do pięciu), gdy niemal wszyscy czytali gazety. Steward się zlitował widocznie nad nami i przyniósł nam anglojęzyczny Tehran Times (polecam artykuł o ostatnich produkcjach filmowych związanych jakoś z Iranem: „300” i „Persepolis” - taki rzut oka na świat z drugiej strony lustra).



Jedyna godna uwagi atrakcja dziedzictwa kulturalnego, to świątynia hinduska. Obecnie w remoncie. Nie ma wiele więcej do powiedzenia.



My przyjechaliśmy nad Zatokę Perską dla wysp.

wtorek, 12 lutego 2008

Masuleh



Jest to jedna z tych uroczych miejscowości w górach, których długo nie da się wyrzucić z pamięci - i właściwie nie trzeba tego robić. Nasi dobrzy znajomi, u których zatrzymaliśmy się w Raszcie, zabrali nas tam w odpowiedzi na nasze sugestywne zapytania. Nie jest to najodpowiedniejsza pora roku, by to robić, no ale...

Przyjechaliśmy, gdy trwała ceremonia pogrzebowa i nad płaskimi dachami unosiły się recytacje i modły z odległego meczetu. Przeszliśmy się wąskimi niezatłoczonymi turystami uliczkami w poszukiwaniu miejsca na lancz (gospodyni miała wszystko gotowe na tą okazję, prócz stołu, gorącej herbaty i może jeszcze jakiegoś smażonego dodatku). Znaleźliśmy mini-czajchanę ze stropem z mchu. To było to - mały stolik wystarczył naszej czwórce, żeby najeść się do syta, zapić to pyszną herbatą i nawiązać znajomości z innymi przyjezdnymi.



Wracaliśmy w dobrych nastrojach, może troszkę tylko żałując, że to nie wiosna i wzgórza nie są zieleniejące się.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Zasypany Iran



Na pewno wielu z Was zadaje sobie pytanie, jak taki persko-muzułmański kraj wygląda w śniegu, prawda? Okazało się, że spóźniliśmy się o 2 tygodnie, żeby to uwiecznić (już wiadomo, po co nam było to opóźnienie w załatwianiu azerbejdżańskiej wizy). Niemniej po 15 dniach od zwariowanych zamieci śnieżnych i opadów, jakich nie pamiętają nawet najstarsi Persowie, ulice miasteczka Raszt wyglądały tak:



Dziękujemy za uwagę. Mamy nadzieję, że od teraz nasi czytelnicy mogą zmagać się z jedną zastanawiającą rzeczą mniej, czyli prosimy o wykreślenie z listy zadumań pytania „Jak wygląda zima w IRI?”. Nie obiecujemy wszakże, że rozwiejemy dalsze budzące niepokój pytania krążące Wam po głowach.

niedziela, 10 lutego 2008

Powrót do Iranu

Ponad 2 tygodnie temu, po długich bojach w miejscowym MSZ i wykupieniu w miarę tanich lotów narodowym przewoźnikiem republiki islamskiej, dolecieliśmy w jedną stronę i potem też w drugą, czyli jak hobbit - tam i z powrotem. Ogólnie przywozimy miłe wspomnienia, bardzo bladą opaleniznę, mieszane uczucia co do przereklamowanych miejsc i postanowienia, by kiedyś coś tu powtórzyć.



Pokrótce szlak, jaki wybraliśmy:
1) Baku - Teheran - Rasht
2) Raszt - Masuleh
3) Teheran - Bandar Abbas
4) Bandar Abbas - Hormoz
5) Bandar Abbas - Qeshm
6) Bandar Abbas - Dubai
7) Dubai - Dibba
8) Dibba - Fujeirah
9) Dibba - Ras al Khaimah
10) Dibba - Umm al Qaiwain
11) Dubai
12) Dubai - Teheran - Baku

Wnioski po podróży: „Emiraty da się lubić”, „Irańczycy to naprawdę przemili ludzie”, „Dubaj jest przereklamowaną globalną wiochą”.