sobota, 12 kwietnia 2008

Hamam



Tak, hamam to łaźnia, po rosyjsku bania. W Baku jest to wciąż rzecz, która służy myciu się (przecież nie wszystkie mieszkania mają łazienkę) i spotykaniu. Prawie zawsze parowa z ofertą masażu i obdzierania ze skóry czy też raczej naskórka.



Naszą ulubioną łaźnią jest „Fantazja” - 113-letnia z silnym piętnem sowieckiego zaniedbania i jego siermiężnością oraz wspaniałymi marmurowymi wannami. Wnętrze znajdującej się tam czajchany zdobią 2 malunki na kafelkach: z ptactwem (poniżej) i z jeleniem. Co tu kryć, ma miejsce klimat.



PS. Najbardziej wypasionym hamamem w Baku jest „Təzə Bəy” (w wolnym tłumaczeniu: odświeżony pan). Ładnie czysto, schludnie, obsługa na wysokim poziomie, niestety ma to swoją cenę...

środa, 9 kwietnia 2008

Kaukaz cz. B

Quba to nie tylko punkt wypadowy do Xınalıqu. Jest tam też skupisko Żydów Górskich. Mieszkają jako dobrzy sąsiedzi po drugiej stronie rzeki, którą zwą Krasnaja Sloboda. Prowadzą do niej dwa mosty, z czego jeden tylko dla pieszych.

Ot, bogatsza dzielnica, kilka synagog (od zupełnej ruiny do wyremontowanych z funduszy Jointu) - dla bywalców krakowskiego Kazimierza nie jest to w sumie żadna sensacja. Być może najciekawszy element w tej mozaice stanowi cmentarz na wzgórzu, z którego rozciąga się ładna panorama Quby.



Tamtędy prowadzi droga do lezgińskiej miejscowości Qusar. O Lezginach długo można by pisać - że waleczni, że mają swój język, że taniec „Lezginka”, że Dagestan itd. Tym razem te sprawy zeszły na dalszy plan. Jechaliśmy do Lazy (org. Ləzə), która leży u podnóża góry Şahdağ. To jest okolica, gdzie za niedługo powstanie pierwszy w Azerbejdżanie ośrodek narciarski! Stok, wyciąg, sztuczny śnieg, hotel. Budują Włosi.





Spotkaliśmy jeszcze przewodnika na koniu i z komórką, dzięki któremu zrobiliśmy sobie sesję fotograficzną. Gościu prowadzi ludzi przez te góry, co przy braku map może się okazać pożądaną opcją.

Wróciliśmy. Mieliśmy jeszcze iść na mecz siatkarek z Izraela i Azerbejdżanu, ale w Krasnej Slobodzie zostaliśmy wprowadzeni w błąd, co do czasu rozpoczęcia meczu. Najbardziej żal było chyba KO-wcowi, któremu zresztą oberwało się po przyjeździe od „anonimowych” uczestników wycieczki „za żywota”, no bo za co?



Posted by Picasa

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Kaukaz cz. A

 

Przyjechał Janusz, przyjechała Monika. Bez gór żyć ciężko - wszystkim się nam tak zdało, więc ruszyliśmy po raz kolejny szturmować wioskę Xınalıq (czyt. Chynalyg). Dojazd, jeśli pamiętacie, jest piękny, wąwozowy i już nie aż tak niebezpieczny. Znów te mgły, znów śnieg, bośmy się wybrali w samym środku wiosny.

 

Ten krutoj krasavczik przywitał nas, gdy dojechliśmy już na górę. A poniższy eksponat piśmienniczy ujrzeliśmy w tamtejszym Muzeum Etnograficzno-Historycznym.

 

Muzeum to wielkie słowo. Była jedna salka wypełniona wszelkiej maści znaleziskami od archeologicznych po codzienno-domowe. Przy tym prosić o szerszy komentarz nie miało sensu, bo człowiek, który nas wpuścił - choć miły, - niewiele się orientował. Z nawrzucanych rzeczy kilka jednak było ciekawych, a powyższa kniga z tak zapisanymi stronicami to już cud-miód. Aż się boję, ile wytrzyma w takich hardkorowych warunkach :-(

 

Wracając, mieliśmy to szczęście (jak i ostatnio), że trafiliśmy na orły. Miały chrapkę na jagnięcinę chyba, bo w dole przebywał pastuch z podopiecznymi.

Posted by Picasa

sobota, 29 marca 2008

O mój rozmarynie

Nie udało nam się z elektriczką, bo się okazało, że nie dojeżdża czasowo do stacji głównej, a jak pojechaliśmy do miejsca, gdzie dochodzi, to wyszło, że łatwiej wsiąść do marszrutki niż czekać ponad godzinę na wietrze.

Pokazaliśmy koleżance Magdzie meczet i to taki z prawdziwego zdarzenia - w Şüvəlanie. Byliśmy już tam parę razy, ale w końcu ukończono prace i teraz wnętrza robią jeszcze większe wrażenie. Zdjęć robić nie wolno.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o park dendrologiczny w Mərdəkanie, który widzieliśmy po raz pierwszy. Wkręciliśmy się jako Azerbejdżanie (za 1 manata a nie za 4), bo pokazaliśmy nasze uniwersyteckie legitymacje i przy kupnie używaliśmy łamanej azerbejdżańszczyzny. Pełno w nim rozmarynu wzdłuż alejek:

 
 

Niemal oczywistością jest znalezienie w takim miejscu pouczających i podbudowywujących haseł śp. Hajdara Alijewa. Było ich sporo. To jest bezpańskie, ale stało obok takiego już podpisanego, więc chyba autorstwo można przypisać wspomnianemu wielkiemu wodzowi.

 

Doceńcie odkrywczość: Dzieci są naszą przyszłością!

Posted by Picasa

piątek, 28 marca 2008

Nowruz - (nie)wiedza ludowa podszyta pseudo-patriotyzmem, czyli sprostowanie

Dostało mi się sromotnie za tekst o Nowruzie, który przetłumaczyłem i podlinkowałem w poprzednim poście. Zostałem wyśmiany i zbesztany z dwóch źródeł, więc należy się przyznać do błędu i zamieścić wyjaśnienie.

Chodzi o to, że trwa w AZ obecnie wojna propagandowa, by wszystko przerobić na azerbejdżańskie od zarania wieków. Dotyka to niektórych języków (lub ich przynależności), historii, no i właśnie - jak się okazuje - Nowruzu też. Polityka zawłaszcza dla swoich celów kolejne pola, byle tylko podkreślić przedwieczną tureckość kraju, języki turkijskie wrzucić do rodziny indoeuropejskiej (po co?), stwierdzić, że Nizami był z krwi i kości Azerbejdżaninem - tym samym odciąć go od Persów (choć pochodził niewątpliwie z azerbejdżańskiej dziś Gəncə'y) itd. Stoją za tym domorośli historycy-ideolodzy, którym z politycznych powodów zależy na takiej wersji zdarzeń.

Ale wracając do istoty, czyli do Nowruzu to „w takim obliczu jakim go znamy obecnie i z opisów jego świętowania w źródłach historycznych wyszedł z kręgu kultury irańskiej, a jego baza ideologiczna została ukształtowana przez zoroastryzm, dla którego był on największym świętem.

Ognisk zapalanych w każdą środę przed Nowruzem było kiedyś NIE CZTERY A SZEŚĆ - masz to opisane w moim przewodniku więc nie będę się powtarzał. Ich znaczenie i symbolika odeszły jednak po wielu wiekach w zapomnienie - od 13 stuleci dominującą religią w Azerbejdżanie jest islam. Obecnie głównym momentem świętowania Nowruzu jest wieczór Axşam Bayramı w noc 20/21.03, co jest niewybaczalnym grzechem z punktu widzenia zoroastryzmu, należy go bowiem świętować z e wschodem słońca (stąd przecież nazwa Nou-rouz - Nowy Dzień z perskiego) i tak to ongiś bywało.

Arabowie (nie oni zresztą pierwsi i nie ostatni) zakazali obchodzenia Nowruzu. W odróżnieniu od chrześcijan i żydów, Arabowie bardzo wrogo odnosili się do zoroastrian i prześladowali to, co było związane z tą religią. Jest więc rzeczą jasną, że po zajęciu przez Arabów Persji i Kaukazu ten dzień nie mógł być już otwarcie świętowany i musiał jakoś transformować. Ogień i słońce rzeczywiście odgrywały wielką rolę w zoroastryzmie, dlatego Arabowie zmuszali tych zoroastrian, którzy przechodzili (przynajmniej oficjalnie) na islam, żeby publicznie pluli w ogień” (tyle Marek Lech, historyk).

Linki dla dociekliwych rosyjskojęzycznych oraz anglojęzycznych: pierwszy i drugi.