Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2008

25/30 - Lahıc mimo wszystko



O drodze już była mowa - wtedy był konkretny deszcz, a dziś pogoda bliżej normy. Dzięki temu można było wykonać kilka ujęć z akcji ulicznej ;-)



Były też warunki, aby zapoznać się z miejscowym rękodziełem miedniczym czy też miedziorytniczym, na który składają się wszelakie naczynia kuchenne (bardzo popularny jest samowar) toaletowe oraz ozdobne.



No i ma wioseczka swój dialekt perski, ponoć podobny do tego, którym mówią Żydzi Górscy.

czwartek, 17 stycznia 2008

Przygotowania do opuszczenia

Są takie słowa w języku azerbejdżańskim, które już pozostaną, chociaż nie są ani turkijskie, ani perskie z pochodzenia, lecz niestety rosyjskie. Jednym z nich będzie „bardak”, gdyż nic nie zapowiada, by tę kwestię dało się z życia (a zatem i z języka) wyrugować.

Bardak (ros. бардак) to delikatnie rzecz ujmując wielki nieporządek, ogromny bałagan, total miszmasz, ale oczywiście najbardziej wprost mówiąc: burdel, a moja śp. mama dodałaby: „na kółkach”. (Było to jej ulubione określenie na stan mojego pokoju).


Po raz kolejny przekonałem się, że władze (w demokratycznym czy może półdemokratycznym) kraju odzwierciedlają dosyć udanie jego przekrój społeczny. Widać to w Polsce, no i bardzo dobitnie także tutaj.

W ministerstwie spraw zagranicznych oczekiwałbym pewnego zorganizowania i porządku, bo instytucja ta moim zdaniem powinna być światełkiem nadziei w tunelu ciemnoty i wstecznictwa, gdyż jest na salonach, styka się z innymi kulturami, a wręcz cywilizacjami. Nic podobnego! okazuje się niczym nie odstawać od społecznej przeciętnej.

Te refleksje naszły mnie, kiedy stałem w „kolejce” w celu załatwienia sprawy z wizami. Tak, „porządek”, „czas” trzeba w każdej bodaj kulturze definiować na nowo. A jednak „bardak” nie podlega temu wymogowi...

„Azerbejdżan, Azerbejdżan” - powiedział podsumowując znajomy z uniwersytetu, który też mimo swoistego doświadczenia, odszedł z kwitkiem. Odpowiedziałem z uśmiechem, że hymn w sumie mają ładny. On na to, że spotkamy się w tym samym miejscu o 14.30. Będzie drugie podejście.

Po nim było jeszcze trzecie, kolejnego dnia. Za czwartym razem już odbierałem paszporty. Grunt, że inne rzeczy też są w toku, a wszystko po to by zobaczyć Zatokę Perską z obu wybrzeży.

wtorek, 13 listopada 2007

Niebieskooki Azerbejdżanin



Wisimy Wam parę zdjęć z wyjazdu do Xinaliqu (dokł. Xınalıq, czyt. chynalyg). Spaliśmy w górach, po spartańsku w wiosce Cek (czyt. dżek) u rodziców naszego przewodnika Agaliego. Tam zobaczyliśmy pierwszy śnieg tego sezonu.



Sam Xinaliq jest niesamowicie położony - wysoko w górach, typu 2000 metrów. Ludzie mają tam swój język, który jest odrębny od sąsiedzkich. W oddalonym o zaledwie parę kilometrów Ceku mówi się już po dżecku, ale poza tym miejscem, istnieje jeszcze 5 wiosek posługujących się dżeckim.

Kiedyś wyjechać tam to było coś nawet dla takiego wyczynowca jak Agali i jego starego dobrego UAZa. Dzisiaj to prysc (tak by pewnie powiedział jeden z bohaterów Malickiego), bo wylano asfalt na całej długości. Urok pewnie minął, ale ludzie mają lepiej i chwalą sobie tę modernizację.



Wspaniały jest wąwóz, którym się wspina powoli w górę... Orły na wyciągnięcie ręki przesiadujące na skałach... Czarujące proste jedzenie... I kłopoty z zasięgiem :)



Co zakręt, to betonowe bloczki z intrygującym „N.N.” - w końcu nasz towarzysz rozszyfrował skrót: „nazwisko nieznane” ;)

niedziela, 11 listopada 2007

Moje słownictwo rozwija się dzięki kibicom

Jak wielu Polakom wiadomo, azerbejdżańska piłka nożna nie stoi na najwyższym światowym poziomie. Nasza reprezentacja spuszczała kilkukrotnie lanie tutejszej i nic więcej nie trzeba dodawać. Podczas ostatniej kolejki kwalifikacji poszedłem jednak kibicować drużynie Azerbejdżanu, bo grała z Serbią i miło by było zobaczyć, jak urywa jej punkty, które przybliżyłyby biało-czerwonych do awansu do Euro2008.

Rozczarowanie. 1:6.

Takie „sprzedanie” meczu rozsierdziło miejscowych. A że siedziałem z nimi, to skorzystałem z nadarzającej się okazji nauczenia się dwóch nowych wyrażeń:
1) istefa! - „zrezygnuj!” lub „do dymisji!” w polskiej wersji stadionowej byłoby na pewno ostrzejsze: „wypier...!”
2) Şahin göt - dosłownie: „Szachin - dupa!”, choć wiadomo, że na trybunach pewnie padłaby jakaś mocniejsza inwektywa, ale to już pozostawiam wyobraźni lub doświadczeniu czytelnika.

Skandowanie tych dwóch tekstów wydawało się nie mieć końca, mimo zakończonego meczu. Czy muszę dodawać, że Szachin ma na nazwisko Dinijew i jest trenerem zespołu, który przegrał? Za tydzień zespół azerbejdżański przeciw Belgii poprowadzi już inny trener, a ja znów się wybieram i może dopiszę coś nowego do słownika.

czwartek, 17 maja 2007

Z życia lektorów

 

Żeby nie było, że tylko się gdzieś szlajamy... Kasia miała pomysł na wyżycie się o zabarwieniu lekko artystycznym, bo trochę nam tu tego brakuje. No i przygotowała taką małą instalację z portretami studentów i fragmentami ich wypowiedzi nt. języka polskiego.

Chcieliśmy spróbować zgłębić, co kieruje studentami, gdy wybierają polski. Okazuje się, że w gruncie rzeczy: odpowiednia liczba punktów, egzotyka polszczyzny i przypadek.

Posted by Picasa

poniedziałek, 22 maja 2006


No nie mogliśmy się po prostu powstrzymać. Musieliśmy się podzielić taką fajną cytryną z ogonkiem. Fakt, że już trochę przysechł, ale wczoraj jakoś nam nie wyszło ze zdjęciami.

Przypominamy, że zarówno język polski, jak i azerbejdżański mają w alfabecie po dwie literki z ogonkami: 'ą' 'ę' (pol.) i 'ç' 'ş' (az.). Posted by Picasa

piątek, 16 grudnia 2005


„Klub polskiego” u nas. Dzisiaj była nas okrągła ósemka (od lewej): Fachri, Anżelika, Ajla, Eliza, Lena, Ajten, Sonia i Agil. „Jenga” - jak najbardziej, a „Scrabble” - tylko dla wytrwałych. Zapraszamy zwykle w piątki po zajęciach. Posted by Picasa

niedziela, 13 listopada 2005


Nie poddajemy sie z azerbejdżańskim, a trzeba przyznać, że walka jest nierówna ;) ALE skoro tylu tutaj ludzi (ok. 80) chce się uczyć polskiego, to czymże jest nauka ich języka - bardzo regularnego, z wieloma zapożyczeniami arabskimi i rosyjskimi? Chyba damy radę, ale intensywny kurs nas wykańcza, przyznajemy.

Na zdjęciu nasza dzielna nauczycielka, która z kolei nie poddaje się z nami... Zdjęcia nie chciała.

piątek, 21 października 2005


Polski akcent z dzisiejszej przechadzki. Posted by Picasa