Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sport. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 czerwca 2008

13/30 - olimpiady w Baku w 2016 nie będzie

A miało być tak pięknie...

niedziela, 8 czerwca 2008

10/30 - ten Mecz


Wtedy, kiedy robiłem to zdjęcie, byłem jeszcze pełen nadziei... 5 minut później miałem jej już znacznie mniej. Jeśli się tliła, to tylko dzięki Kubicy ;-)

Nawet azerbejdżańskie piwo się skończyło na mecz Polaków w Video Klubie „Jet Set”, gdzie przesiadywaliśmy od meczu Chorwacji z Austrią. Potem skończyło się i tureckie... Więc jak już myślałem, że jesteśmy zdani na obrzydliwego Zipfera, to znalazł się czeski Budweiser.

Wróżenie z kapsli: Czesi wygrywają!

czwartek, 1 maja 2008

Kwestia liderstwa

Poniższy tekst sam sobie wstrzymałem. Miał się ukazać w lipcu i upubliczniam go 27 dnia tego miesiąca, mimo że data widnieje majowa:

Jak wiadomo jedynym pierwszym i ogólnym liderem Azerbejdżanu jest nieżywy, niekoniecznie śp. aparatczyk komunistyczny i agent bezpieki Hajdar A. Obecnie trwa wiele celebracji z okazji jego zafałszowanych 85. urodzin.

Uczestniczyłem dzisiaj w jednym takim wydarzeniu. Był to mecz siatkówki kadry naszego uniwersytetu z najbliższym sąsiadem - InJazem, czyli Uniwersytetem Językwoym. Przegraliśmy z kretesem. Nie było lidera - wszyscy co do tego byli zgodni już pod koniec 1. seta. Był uroczy Bayram-muellim, no ale on tylko kapitanował, a liderem chciałby być każdy. Głowa mi puchła od kłótni w naszym zespole. Błogosławię chwile, gdy nie przykładałem się do nauki azerbejdżańskiego. Zszedłem na własne życzenie, bo mi było wstyd, zresztą nie byłem usatysfakcjonowany swoją postawą na boisku.

Teraz o polityce. Rano poszedłem do pani prorektor, co się nami opiekuje. Dzisiaj pojąłem szerszy aspekt tej opieki. Chodziło o tekst, który dałem studentom do tłumaczenia. Otóż okazał się on wywrotowy. Zwykłe spotkanie zamieniło się w szyrwański dywanik u prorektor ds. międzynarodowych. Opieka dzisiaj okazała się środkiem kontroli i nacisku. Uniwersytet to instytucja państwowa i z tekstów godzących w państwo w tym miejscu korzystać zakazuje się. Litości!

Kwestia liderstwa

SAMO OCENZUROWANO SIĘ

Tekst ukaże się w lipcu

środa, 23 kwietnia 2008

Sala w remoncie



Na tę salę przez ostatnie prawie 3 lata z mniejszymi lub większymi przerwami chodziłem na siatkówkę. Od dzisiaj jest zamknięta, pozbyła się okien, szorstko obchodzi się z nią teraz lud robotniczy. Akurat spotkałem trenerkę - Swietę i spytała, czy w przyszłym roku znów będę chodził. No niestety... Szkoda, bo sala będzie po remoncie.

piątek, 14 grudnia 2007

Wiecznie żywy przywódca ogólnonarodowy

Dwunastego grudnia to od 4 lat dzień szczególny w azerbejdżańskim kalendarzu. Jest to rocznica śmierci Heydəra Baby (dziadka Hajdara). Czci się go jak Lenina w minionych czasach i przypisuje mu zbawienie Azerbejdżanu, jednocześnie przemilczając wszystkich innych zasłużonych wcześniej, w szczególności związanego ongiś z Polską (za Piłsudskiego) Memmeda Emina Resulzade, który założył w roku 1918 pierwszą muzułmańską demokrację: Demokratyczną Republikę Azerbejdżanu.

Ale wystarczy tych politycznych wspominek. Miało być o wiecznie żywym...

Otóż dzień wcześniej poszliśmy na mecz siatkówki kobiet. Skład nasz był nieliczny, ale bardzo głośny (ja jako nauczyciel oszczędzałem strun, co mi przysporzyło przydomku „zdrajca”). Calisia wygrała z Azerrailem 3:2 i choć błędów było dużo po obu stronach, to widowisko było ciekawe. Po sprawie dziewczyny zrobiły sobie z nami zdjęcie, co zawsze jest miłe i jakieś takie dowartościowujące dla kibiców.



Ah, zapomniałbym! Na trybunach siedział z nami nie kto inny, a właśnie tytułowy Heydər. Kadeci szkoły wojskowej przybyli w silnej grupie i dobrze wyposażeni w portrety oraz transparent głoszący coś w stylu „Dziadku Hajdarze, jesteś w naszych sercach”. Dziwnie to wyglądało, nieco surrealistycznie i zdecydowanie nie na miejscu, lecz pewnie się nie znam. Gdy azerbejdżański zespół wyraźnie przegrywał drugiego seta, zaczęto zbierać podobizny śp. prezydenta i zwijać transparent. Nikt nie lubi patrzeć na porażki. Także nieboszczycy?

czwartek, 29 listopada 2007

Mentalitet a sprawa polska (2 historyjki)

I


Niedawno odbyła się na naszej zacnej uczelni konferencja międzynarodowa. 3 dni wcześniej jeden z prorektorów zwrócił się do mnie osobiście, bym stawił się o 9.30 w auli. Potwierdziłem.

2 dni później poszedłem na mecz Azerbejdżanu z Belgią i na stadionie poznałem prodziekana wydziału, na którym nie pracuję, również kibica, chociaż na Polsce nie był. Żegnając się, spytał czy będę na otwarciu konferencji następnego dnia. Potwierdziłem, na co on upewnił się, że wiem, o której to będzie, mówiąc: Do jutra, do 10.45.

:)

Wieczór był jeszcze długi (w polskiej TV nadawali Serbię), więc rozmyślając nad sprzecznymi informacjami, doszedłem do wniosku, że konferencja zacznie się pewnie o 11.00.

Tak też było, ale przecież nie zaczęła się punktualnie! Opóźnienie wyniosło akademickie 15 minut.



II


Dzisiaj rano (koło 9.00) natomiast, spałem w najlepsze, kiedy rozległ się nieprzyjemny dźwięk telefonu. Młoda odebrała, coś tam przytakiwała, a po rozmowie budzi mnie na dobre słowami: „Zabijesz kogoś, ale o 11.00 jest egzamin aspirancki, na który masz przyjść w charakterze jednego z egzaminatorów”...

Wydaje mi się, że doświadczam - pierwszy raz dobitnie, na własnej skórze i do bólu - konfliktu kulturowego. Po ponad dwóch latach pobytu, kurde!

niedziela, 11 listopada 2007

Moje słownictwo rozwija się dzięki kibicom

Jak wielu Polakom wiadomo, azerbejdżańska piłka nożna nie stoi na najwyższym światowym poziomie. Nasza reprezentacja spuszczała kilkukrotnie lanie tutejszej i nic więcej nie trzeba dodawać. Podczas ostatniej kolejki kwalifikacji poszedłem jednak kibicować drużynie Azerbejdżanu, bo grała z Serbią i miło by było zobaczyć, jak urywa jej punkty, które przybliżyłyby biało-czerwonych do awansu do Euro2008.

Rozczarowanie. 1:6.

Takie „sprzedanie” meczu rozsierdziło miejscowych. A że siedziałem z nimi, to skorzystałem z nadarzającej się okazji nauczenia się dwóch nowych wyrażeń:
1) istefa! - „zrezygnuj!” lub „do dymisji!” w polskiej wersji stadionowej byłoby na pewno ostrzejsze: „wypier...!”
2) Şahin göt - dosłownie: „Szachin - dupa!”, choć wiadomo, że na trybunach pewnie padłaby jakaś mocniejsza inwektywa, ale to już pozostawiam wyobraźni lub doświadczeniu czytelnika.

Skandowanie tych dwóch tekstów wydawało się nie mieć końca, mimo zakończonego meczu. Czy muszę dodawać, że Szachin ma na nazwisko Dinijew i jest trenerem zespołu, który przegrał? Za tydzień zespół azerbejdżański przeciw Belgii poprowadzi już inny trener, a ja znów się wybieram i może dopiszę coś nowego do słownika.

niedziela, 3 czerwca 2007

1:0, 0:3 w sumie 1:3



Wszystko zaczęło się już w środę meczem Polska-Portugalia na wielkim ekranie w Centrum Polskim. Przyszli nasi i nienasi studenci oraz studentki (bo grał niejaki C. Ronaldo...). Pięknie było przypomnieć sobie tamto spotkanie.

W czwartek przyjechały „szkockie sknerusy” z Ediego w składzie 2 PL + 1 prawdziwek. Specjalnie na reprezentację. Poznali Baku, jego piwo i gruzińską cza-czę. Zdjęcie znajdziecie na blogu dodi (http://dodihi.bloog.pl/).

W piątek mieliśmy urwanie głowy, ponieważ w sobotę na uniwerek miał przyjechać minister spraw wewnętrznych i administracji. Na pewno nie kojarzycie. Były różne schizy, ale OK. Przyjemnym akcentem było pokazywanie miasta polskim biznesmenom i sponsorom Polskiego Centrum.



Natomiast sobota to był „sumasszedłszyj dien”. Wszyscy mieli jakieś problemy, wszystko na wariackich papierach: „sknerusy” w szpitalu, my z księgą gości BSU do Ambasady, tam wywiad dla Polskiego Radia...



Ale na koniec nagroda. Oczywiście po 5 minutach wydawało się, że to raczej dopełnienie pechowego dnia i w ogóle kara za całe zło świata. Odebraliśmy kilka telefonów i sms'ów od studentów, którzy między innymi czekali na drugi błąd Boruca i przekonywali, że będzie „druga Finlandia”. OK, myślę sobie jedna połowa dla nich, a druga dla nas. I git. Co z tego, że wyświetlacz nie działał na stadionie, więc nawet nie wiedzieliśmy, kto strzelał? Po zachodzie słońca dzień był lepszy po prostu :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2007

Będziemy grać w kosza

 
W naszej okolicy, po drodze do piekarni (czy już pisaliśmy o niej? - należy się jej chyba osobny wpis) natknąłem się ostatnio na osobliwe pole do gry w koszykówkę. Wysoko na drzewie jest obręcz a nawet tablica! no, typu tablica. Urocze. A sport się rozwija. W ogóle, to się nie śmiać - w 2016 Baku ma gościć najprawdziwszą Olimpiadę Sportów Letnich.

Posted by Picasa

poniedziałek, 19 grudnia 2005

Siatkowka zenska


Z malym poslizgiem nalezy sie drobna relacja sportowa. W czwartek (15 grudnia) zagraly w Baku Grzeski z Kalisza, no i jako Polacy (Kaliszan wsrod nas nie bylo wg mojej wiedzy) poszlismy im kibicowac. Oczywiscie Grzeski to tak naprawde same Anie, Kasie i moze Iwony, ale to taki dodatkowy urok tej druzyny. Przegraly 2:3, lecz bylo emocjonujaco, glosno i przyjemnie. Pozdrowienia dla Wielkopolski! Posted by Picasa