Pokazywanie postów oznaczonych etykietą web. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą web. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 czerwca 2008

27/30 - nadrabianie zaległości

Dzisiaj siedzę i nadrabiam. Posty, które powstały w drodze na brudnej kartce i trzęsącą się ręką zostały spisane, dopiero dzisiaj oglądają wirtualne światło słoneczne.

Na prowincji nie było jakoś czasu i przestrzeni, żeby na gwałt szukać kafejek czy domagać się dostępu. I w sumie dobrze.

środa, 18 czerwca 2008

20/30 - wątpliwości

Nigdy się nie kąpałem w Morzu Kaspijskim. Nie żałuję. Wątpliwości co do jakości wody w tym basenie-zupie nie mają też goście z sanepidu - tutaj.

Dzielę również niedowiarstwo tego pana, który twierdzi, że milion turystów odwiedzających AZ to jakieś bajki. Ostatnia wizyta w największym tutejszym kurorcie - Nabraniu - przekonała mnie o tym, że 4. akapit od końca mówi prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. By dorównać Antalii, trzeba wykonać jeszcze wiele pracy na różnych polach.

czwartek, 12 czerwca 2008

14/30 - Włodzimierz Wysocki


Лучше гор могут быть только горы,
На которых ещё не бывал.
(«Прощание с горами», 1966)

Lepsze od gór, mogą być tylko góry,
na których jeszcze nie byłem.
(„Pożegnanie z górami”, 1966)

Cytat Wysockiego przyświeca mi od dłuższego czasu. Obecnie jest on o tyle na czasie, że aktualizowany jest przewodnik Marka Lecha, w czym biorę czynny udział. Początek update'u przypadł na Sudur (tuż nad rosyjską granicą, w okolicy opiewanego wciąż na tym blogu Xınalıqu).

środa, 11 czerwca 2008

13/30 - olimpiady w Baku w 2016 nie będzie

A miało być tak pięknie...

sobota, 7 czerwca 2008

9/30 - pomnik Szewczenki (Tarasa)



W samym środku miasta stoi niemały pomnik. Zakryty pomnik. Dzięki wtykom w dyplomacji dowiedziałem się, że chodzi o ukraińskiego poetę. Czeka na wizytę pięknej Julii lub podtrutego Juszczenki.

A tymczasem skwerek już upubliczniony, odremontowany, z działającą fontanną i ukraińską knajpą w pobliżu (Soloha). No i skaterzy mają dodatkowe równe miejsce do śmigania.


piątek, 6 czerwca 2008

8/30 - Boz salkyn



To kirgiski film o dziewczynie z miasta (Biszkek chyba), która postępuje wbrew lokalnym tradycjom zamążpójścia, podchodzi do nich z dużą swobodą i ze sporą dozą zachodniej nowoczesności. Asema ląduje na wsi, nad pięknym jeziorem Issyk-Kul i tam poprzez tradycje staje się naprawdę wolna.

piątek, 23 maja 2008

Baku będzie najczystszym miastem!



Trudno w to uwierzyć każdemu, kto trochę pomieszkał w stolicy Azerbejdżanu, ale miasto to ma być najczystsze na świecie w ciągu (UWAGA) najbliższych 2 lat! Naprawdę! Pozostaje tajemnicą, czy pan Iskenderov z Ministerstwa Ekologii i Zasobów Naturalnych był kiedyś w jakimś bardzo czystym mieście i czy dokonywał stosownych porównań, ale wszystko wskazuje, że nie. Krytykuje go pan Zeynalov z Fundacji Prognozowania Ekologicznego, nazywając takie teksty absurdem. Jemu wierzyć łatwiej.

środa, 26 marca 2008

Noruz się ciągnie

W Azerbejdżanie Nowruz trwa już prawie tydzień (rozporządzenie prezydenta - poważna sprawa). Bardzo miło się świętuje, bo nie ma zajęć, jest słońce, przyjemna temperatura za dnia oraz gość z PL, co zawsze wpływa pozytywnie. Widać, że w Kazachstanie mają podobnie. Dostałem od Aynury odpowiedni wydruk dotyczący tego wielkiego święta. Wynika z niego, a także z ustnych doniesień innych osób, że myliłem się nazywając je zoroastriańskim. Jest wcześniejsze.

Pojechaliśmy sobie z tej okazji na weekend do gorących wód (isti-su) w rejonie Masallı. Śmierdzi tam okropnie zgniłymi jajami, ale walory lecznicze są niewątpliwe: jedna kuracja to rok bez boleści. My byliśmy 2 razy - rachunek jest prosty? No!



Poza tym, skontaktowaliśmy się z pewnym naszym studentem o nazwisku związanym z panującym akurat świętem (podaję dla niesprawnych skojarzeniowo: Novruzov). Na poniższym zdjęciu jego tata przedstawia nam swoją bogato ilustrowaną historię.



Jutro może się wybierzemy jeszcze elektriczką po Abszeronie do jakiegoś meczetu i na wyspę, ale to tylko wtedy, jeśli pogoda się nie zmieni na gorsze.

Baku jako pierwsze w Związku Radzieckim miało kolej elektryczną. Było to w roku 1926. Dworzec Sabunczyński, z którego odjeżdżała, stoi do dziś (projektu Nikołaja Bajewa) i jest ładny, a po remoncie, to już w ogóle będzie cacy.


 
Posted by Picasa

środa, 12 marca 2008

Środa szkła?



Dostaliśmy linkę na taki nieco star wars'owy futuryzm planowany w miejscu naszego obecnego pobytu. Byle tym razem nie zapomnieli o cemencie :-(

Baku wkroczyło na asfaltową ścieżkę pogoni za monumentalizmem już jakiś czas temu. Nie wiadomo w jakim kierunku ta droga zmierza i gdzie się skończy, bo nie słychać o żadnej konkretnej i spójnej koncepcji dla przyszłości Azerbejdżanu po ropie. Na razie buduje się dla samego budowania. Tutejszy król czy raczej sułtan w niczym nie przypomina szejków lub emirów arabskich. Prawdopodobnie w upodabnianiu się do nich przeszkadza mu nieopacznie wybrana (narzucona?) inna ścieżka zwana demokracją.

wtorek, 22 stycznia 2008

Rewelacje z Wikipedii



W toku przygotowań do wyjazdu, rutynowo sprawdzamy, co mają do powiedzenia na temat naszych celów podróży różne fora, wiki, blogi itp. O mało nie spadłem z krzesła, gdy przeczytałem, co się działo na międzynarodowym lotnisku w Teheranie, kiedy my sobie tu spokojnie pisaliśmy (i fotografowaliśmy) zimę stulecia w Baku. Przeczytajcie sami (po angielsku) - szczególnie ostatnie zdanie pierwszego akapitu - toż to Sodoma i Gomora!

czwartek, 10 stycznia 2008

Rekord


Niechcący znaleźliśmy się w samym środku bicia przez Baku rekordu... najniższej odnotowanej temperatury. Jak wynika z cytowanego grafiką artykułu, osiągnięto zaskakujące -8,7°C. Pogratulować!

piątek, 23 listopada 2007

Była raz ankieta



Dzięki za udział w ankiecie. Większość niby by chciała przyjechać na Zakaukazie! Jak się zwalicie w jednym terminie, to będzie problem ;) Przyjeżdżajcie - zapraszamy oczywiście. A tych, co na miejscu są i zaglądają, ściskamy serdecznie - wpadajcie na herbatkę, co?

wtorek, 30 października 2007

2 dni w Gandży to za dużo

Nazwa tego 2. co do wielkości miasta Azerbejdżanu przypomina Polakom i znawcom języków obcych (tu: jamajskiego) pewną zieloną roślinę stosowaną po wysuszeniu głównie do celów odurzających. Gdy połączy się ją z popularnym w całym kraju xaş'em, to może się okazać...



Na pewno trzeba być przynajmniej po grzybkach, żeby dostrzec w tym mieście coś super-wartościowego. Meczet, dom z butelek i to z grubsza wszystko, co warto tam zobaczyć. 2 kościółki ormiańskie (czy też albańskie?) przerobione na instytucje kulturalne w stylu teatru lalek czy orkiestry kameralnej nie przedstawiają jakiejś szczególnej wartości poznawczej.



Pojechaliśmy więc w góry, bo przyroda zazwyczaj wygrywa z wytworami ludzkich rąk. Daşkəsən - na przykład - jest górniczą osadą. Droga jest świeżo wyremontowana, Co jakiś czas zadaszona lub chroniona siatką jak dla linoskoczków, bo nad nią przechodzą linie kolejki z nieruchomo dyndającymi wagonikami gdzieniegdzie pełnymi jeszcze kamieni. Miasteczko to bowiem słynie z wydobycia rudy żelaza.



Większe wrażenie zrobił położony wyżej Xoş Bulaq z małym nędznym w sumie jeziorkiem, ale już z ładnymi panoramami górskimi. Budują się tam bogaci Gandżyńcy oraz mały Hajdar, wnuk byłego prezydenta, syn obecnego (jakby kto nie wiedział).



Następnego dnia w towarzystwie znajomych studentów udaliśmy się do Xanlaru, gdzie - wcale nie powoli - pryska czar starej niemieckiej gminy. Wszystko zostało przemalowane na szaro, ulice, które kiedyś nazywano Strasse teraz są już zwyczajnie küçə poza jednym Hummelem. Oj, jacy byli zawiedzeni nasi młodzi przewodnicy, którzy ledwie rok temu byli tu, napisali artykuł do „Yol” i wciąż pielęgnowali ciepłe wspomnienia! Teraz została już tylko asyryjska knajpa, gdzie podają wyśmienite jadło.



Do bakijskiej depresji wróciliśmy po północy z lekkim dołem :( a było to ponad 2 tygodnie temu.

piątek, 26 października 2007

Iran, reminiscencje

Po krótkiej wymianie mejlowej z Popielatym w trakcie publikacji Iranu we fragmentach, dowiedzieliśmy się czegoś ciekawego o winie. A Michał zachwalał... Chodzi o to, że Sziraz jest kolebką uprawy winorośli (czerwony napój zaczęto wyrabiać tam rzekomo przed 7000 lat). Dziś znany jest szczep winny pod nazwą tego irańskiego miasta, a że dostaliśmy taki australijski sziraz w Baku, to nie omieszkaliśmy spróbować.

Dla wytrwałych i nienasyconych: w końcu udostępniliśmy galerię z Iranu:

niedziela, 3 czerwca 2007

1:0, 0:3 w sumie 1:3



Wszystko zaczęło się już w środę meczem Polska-Portugalia na wielkim ekranie w Centrum Polskim. Przyszli nasi i nienasi studenci oraz studentki (bo grał niejaki C. Ronaldo...). Pięknie było przypomnieć sobie tamto spotkanie.

W czwartek przyjechały „szkockie sknerusy” z Ediego w składzie 2 PL + 1 prawdziwek. Specjalnie na reprezentację. Poznali Baku, jego piwo i gruzińską cza-czę. Zdjęcie znajdziecie na blogu dodi (http://dodihi.bloog.pl/).

W piątek mieliśmy urwanie głowy, ponieważ w sobotę na uniwerek miał przyjechać minister spraw wewnętrznych i administracji. Na pewno nie kojarzycie. Były różne schizy, ale OK. Przyjemnym akcentem było pokazywanie miasta polskim biznesmenom i sponsorom Polskiego Centrum.



Natomiast sobota to był „sumasszedłszyj dien”. Wszyscy mieli jakieś problemy, wszystko na wariackich papierach: „sknerusy” w szpitalu, my z księgą gości BSU do Ambasady, tam wywiad dla Polskiego Radia...



Ale na koniec nagroda. Oczywiście po 5 minutach wydawało się, że to raczej dopełnienie pechowego dnia i w ogóle kara za całe zło świata. Odebraliśmy kilka telefonów i sms'ów od studentów, którzy między innymi czekali na drugi błąd Boruca i przekonywali, że będzie „druga Finlandia”. OK, myślę sobie jedna połowa dla nich, a druga dla nas. I git. Co z tego, że wyświetlacz nie działał na stadionie, więc nawet nie wiedzieliśmy, kto strzelał? Po zachodzie słońca dzień był lepszy po prostu :)

czwartek, 22 lutego 2007

Ta, no... galeria


Tym, co lubią oglądać zdjęcia powinno się spodobać, że ponad 400 fotek jest do obejrzenia. Piszący te słowa osobiście na pewno nie dałby rady, ale tworząca owe galerie jest najwyraźniej optymistką. Nie zapominajcie, że wirtualny świat nie daje nawet procenta tego, co rzeczywistość. Więc pojedźcie do Turcji, nie tylko do Antalii, OK?

sobota, 17 lutego 2007

bALEt


Po wczorajszej wizycie w Teatrze Opery i Baletu (byliśmy na tym ostatnim) niestety nie można mieć złudzeń co do poziomu kultury sporej części przybyłych... Do używania komórek w takich miejscach przyzwyczaić się trudno, ale w Azerbejdżanie telefon taki jest oznaką prestiżu (którego zazwyczaj i tak się nie posiada) oraz gadżetem zastępującym mózg, któremu człowiek się podporządkowuje i którego się słucha (a nie do którego przykłada ucho). Bicie braw natomiast po każdej bardziej udanej figurze było lekkim przegięciem. Z tych dwóch powodów się nacierpieliśmy, ale reszta była zabawna. Faceci w takich obcisłych portkach zawsze mnie rozweselają, a z dziurą na tyłku - to ho, ho!
Rewers biletu polecam osobom tropiącym potknięcia w angielszczyźnie wszelakich menu, informatorów itp.

PS. Dzięki Dodi i Gilowi za organizację wieczoru - oto ich blog.