Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2008

24/30 - Kabala

Po azerbejdżańsku to Qəbələ. Kto się interesuje polityką, a w szczególności tarczą antyrakietową, ten powinien mniej więcej czaić, co to za miejsce - rok temu było o nim głośno w mediach.

Ponieważ nasz objazd kraju miał zdecydowanie inny charakter, to i szumu będzie pewnie mniej. Okazuje się, że do jakiego byśmy nie zawitali hotelu w tym mieście, to był on własnością Holdingu Gilan. Chodzi o 3 tego typu lokale oraz jedno sanatorium. Pokapowałem się dopiero w tym ostatnim... Przyznam, że byłem mocno zaskoczony tym faktem.

Ale to nie wszystko. W tym regionie postawiono w ostatnich miesiącach fabrykę soków, które w ciągu kilku tygodni całkowicie zdominowały rynek, bo ceny na porównywalne produkty rosyjskie czy ukraińskie praktycznie z dnia na dzień podskoczyły o 100%! (Doświadczyliśmy tego po powrocie z zimowych wojaży). Wolnym rynkiem tego z pewnością nazwać nie można.

Jak to wyjaśnić? Cóż, jeden człowiek na odpowiednim stanowisku odpowiednio z rodziną powiązany ma żonę z tej okolicy.



Ładny region - nie powiem...

sobota, 21 czerwca 2008

23/30 - Balaken, wyciąg



Do Balakenu przyjedzie prezydent. Przyleci do Zaqataly (lotnisko w zaawansowanym remoncie), a potem limuzyną pojedzie dalej. Płoty, parkany, bramy i wrota, odmalowane na biało-żółto krawężniki. Nowiutkie wiaty przystanków, które czekają i na pasażerów, i na autobusy, w jakiejś mierze też na głowę państwa. Na końcu tej drogi masz z flagą, ciut wcześniej, nad rzeką Hajdar-Park z Hajdar-pomnikiem i wyciągiem gondolowym (oszałamiające 3 szare słupy - murowane miejsce w Księdze Rekordów Guinessa za najkrótszą kolejkę linową), karuzele, alejki...



A! na górce po drugiej stronie rzeki prezydencka hacjenda, dacza (przypadkowo podjechaliśmy i przywitał nas uśmiechnięty pan ochroniarz z karabinem).



Daty przyjazdu (nawiedzenia?) nie znamy. Śledźcie którąś z azerbejdżańskich telewizji - najpewniej rządową AzTV lub poprzez antenę satelitarną LiderTV. W najbliższym czasie spełnią się te prorocze słowa ;-)

wtorek, 10 czerwca 2008

12/30 - Madame Kaczynska

Zdradził nam Zanussi (choć nawet autorzy Wikipedii już o tym wiedzą), że pewien holenderski plantator nazwał wyhodowany przez siebie gatunek tulipana „Madame Kaczynska”. Piękne...


Dziś była u nas we własnej osobie - ciepła 65-letnia. Czekaliśmy na nią wprawdzie długo, ale zostawiła po sobie miłe wrażenie i pozwoliła wielu innym osobom (w tym nam) zostawić równie dobre :-)

Rektor po raz pierwszy nie miał żadnych zastrzeżeń, a wianuszek dziekanów i prorektorów wokół niego popadł w jakąś taką melancholię. Doprawdy nie wiem, co się stało.

czwartek, 1 maja 2008

Kwestia liderstwa

Poniższy tekst sam sobie wstrzymałem. Miał się ukazać w lipcu i upubliczniam go 27 dnia tego miesiąca, mimo że data widnieje majowa:

Jak wiadomo jedynym pierwszym i ogólnym liderem Azerbejdżanu jest nieżywy, niekoniecznie śp. aparatczyk komunistyczny i agent bezpieki Hajdar A. Obecnie trwa wiele celebracji z okazji jego zafałszowanych 85. urodzin.

Uczestniczyłem dzisiaj w jednym takim wydarzeniu. Był to mecz siatkówki kadry naszego uniwersytetu z najbliższym sąsiadem - InJazem, czyli Uniwersytetem Językwoym. Przegraliśmy z kretesem. Nie było lidera - wszyscy co do tego byli zgodni już pod koniec 1. seta. Był uroczy Bayram-muellim, no ale on tylko kapitanował, a liderem chciałby być każdy. Głowa mi puchła od kłótni w naszym zespole. Błogosławię chwile, gdy nie przykładałem się do nauki azerbejdżańskiego. Zszedłem na własne życzenie, bo mi było wstyd, zresztą nie byłem usatysfakcjonowany swoją postawą na boisku.

Teraz o polityce. Rano poszedłem do pani prorektor, co się nami opiekuje. Dzisiaj pojąłem szerszy aspekt tej opieki. Chodziło o tekst, który dałem studentom do tłumaczenia. Otóż okazał się on wywrotowy. Zwykłe spotkanie zamieniło się w szyrwański dywanik u prorektor ds. międzynarodowych. Opieka dzisiaj okazała się środkiem kontroli i nacisku. Uniwersytet to instytucja państwowa i z tekstów godzących w państwo w tym miejscu korzystać zakazuje się. Litości!

Kwestia liderstwa

SAMO OCENZUROWANO SIĘ

Tekst ukaże się w lipcu

piątek, 28 marca 2008

Nowruz - (nie)wiedza ludowa podszyta pseudo-patriotyzmem, czyli sprostowanie

Dostało mi się sromotnie za tekst o Nowruzie, który przetłumaczyłem i podlinkowałem w poprzednim poście. Zostałem wyśmiany i zbesztany z dwóch źródeł, więc należy się przyznać do błędu i zamieścić wyjaśnienie.

Chodzi o to, że trwa w AZ obecnie wojna propagandowa, by wszystko przerobić na azerbejdżańskie od zarania wieków. Dotyka to niektórych języków (lub ich przynależności), historii, no i właśnie - jak się okazuje - Nowruzu też. Polityka zawłaszcza dla swoich celów kolejne pola, byle tylko podkreślić przedwieczną tureckość kraju, języki turkijskie wrzucić do rodziny indoeuropejskiej (po co?), stwierdzić, że Nizami był z krwi i kości Azerbejdżaninem - tym samym odciąć go od Persów (choć pochodził niewątpliwie z azerbejdżańskiej dziś Gəncə'y) itd. Stoją za tym domorośli historycy-ideolodzy, którym z politycznych powodów zależy na takiej wersji zdarzeń.

Ale wracając do istoty, czyli do Nowruzu to „w takim obliczu jakim go znamy obecnie i z opisów jego świętowania w źródłach historycznych wyszedł z kręgu kultury irańskiej, a jego baza ideologiczna została ukształtowana przez zoroastryzm, dla którego był on największym świętem.

Ognisk zapalanych w każdą środę przed Nowruzem było kiedyś NIE CZTERY A SZEŚĆ - masz to opisane w moim przewodniku więc nie będę się powtarzał. Ich znaczenie i symbolika odeszły jednak po wielu wiekach w zapomnienie - od 13 stuleci dominującą religią w Azerbejdżanie jest islam. Obecnie głównym momentem świętowania Nowruzu jest wieczór Axşam Bayramı w noc 20/21.03, co jest niewybaczalnym grzechem z punktu widzenia zoroastryzmu, należy go bowiem świętować z e wschodem słońca (stąd przecież nazwa Nou-rouz - Nowy Dzień z perskiego) i tak to ongiś bywało.

Arabowie (nie oni zresztą pierwsi i nie ostatni) zakazali obchodzenia Nowruzu. W odróżnieniu od chrześcijan i żydów, Arabowie bardzo wrogo odnosili się do zoroastrian i prześladowali to, co było związane z tą religią. Jest więc rzeczą jasną, że po zajęciu przez Arabów Persji i Kaukazu ten dzień nie mógł być już otwarcie świętowany i musiał jakoś transformować. Ogień i słońce rzeczywiście odgrywały wielką rolę w zoroastryzmie, dlatego Arabowie zmuszali tych zoroastrian, którzy przechodzili (przynajmniej oficjalnie) na islam, żeby publicznie pluli w ogień” (tyle Marek Lech, historyk).

Linki dla dociekliwych rosyjskojęzycznych oraz anglojęzycznych: pierwszy i drugi.

piątek, 14 grudnia 2007

Wiecznie żywy przywódca ogólnonarodowy

Dwunastego grudnia to od 4 lat dzień szczególny w azerbejdżańskim kalendarzu. Jest to rocznica śmierci Heydəra Baby (dziadka Hajdara). Czci się go jak Lenina w minionych czasach i przypisuje mu zbawienie Azerbejdżanu, jednocześnie przemilczając wszystkich innych zasłużonych wcześniej, w szczególności związanego ongiś z Polską (za Piłsudskiego) Memmeda Emina Resulzade, który założył w roku 1918 pierwszą muzułmańską demokrację: Demokratyczną Republikę Azerbejdżanu.

Ale wystarczy tych politycznych wspominek. Miało być o wiecznie żywym...

Otóż dzień wcześniej poszliśmy na mecz siatkówki kobiet. Skład nasz był nieliczny, ale bardzo głośny (ja jako nauczyciel oszczędzałem strun, co mi przysporzyło przydomku „zdrajca”). Calisia wygrała z Azerrailem 3:2 i choć błędów było dużo po obu stronach, to widowisko było ciekawe. Po sprawie dziewczyny zrobiły sobie z nami zdjęcie, co zawsze jest miłe i jakieś takie dowartościowujące dla kibiców.



Ah, zapomniałbym! Na trybunach siedział z nami nie kto inny, a właśnie tytułowy Heydər. Kadeci szkoły wojskowej przybyli w silnej grupie i dobrze wyposażeni w portrety oraz transparent głoszący coś w stylu „Dziadku Hajdarze, jesteś w naszych sercach”. Dziwnie to wyglądało, nieco surrealistycznie i zdecydowanie nie na miejscu, lecz pewnie się nie znam. Gdy azerbejdżański zespół wyraźnie przegrywał drugiego seta, zaczęto zbierać podobizny śp. prezydenta i zwijać transparent. Nikt nie lubi patrzeć na porażki. Także nieboszczycy?

niedziela, 9 grudnia 2007

Przy biesiadnym stole

Pewien znajomy yeraz*, z którym siedzieliśmy przy jednym stole, opowiadał niestworzone rzeczy. Czasem tu się zdarzają tacy zagalopowani szaleńcy forsujący swoje teorie (szczególnie geopolityczne). No więc ten gościu gdzieś wyczytał, że językiem Unii Europejskiej ma się stać język turecki. Osłupiałem. Na szczęście nie byłem sam w swoim przerażeniu pomieszanym z niedowierzaniem. Zaraz odezwał się młodszy współbiesiadnik i mówi, że chyba czytał ten artykuł, ale że tam była mowa o krajach turkijskich, tzw. stanach, czyli wiecie: Kazachstan, Tadżykistan, Uzbekistan...

A jak kiedyś byliśmy w Kazachstanie, to się dowiedzieliśmy, czemu ten wielki kraj nie wszedł razem z nami do UE. Podobna historia, tylko z drugiej ręki. Okazało się, że problematyczne było - z punktu widzenia Kazacha - przyjęcie wtedy tak licznej grupy państw ;)

* - Yeraz to zbitka dwóch słów: 1) Yerewan - Erewan, stolica Armenii oraz 2) Az - Azerbejdżanin. Są to ludzie, których wypędzono z ich ormiańskiej ojczyzny za przynależność narodową. Stało się to na samym początku lat 90. XX wieku. Ludność ta jest traktowana z pewną nieufnością, czasem niechęcią, bo po azerbejdżańsku mówi czasem gorzej niż po ormiańsku, no i wielu z nich ma silny sentyment do tamtych stron. Z kolei yeraska młodzież ma tendencje do mówienia o miejscu swego pochodzenia: Zachodni Azerbejdżan (tak młode pokolenie uczą tutaj w szkole).