Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2008

25/30 - Lahıc mimo wszystko



O drodze już była mowa - wtedy był konkretny deszcz, a dziś pogoda bliżej normy. Dzięki temu można było wykonać kilka ujęć z akcji ulicznej ;-)



Były też warunki, aby zapoznać się z miejscowym rękodziełem miedniczym czy też miedziorytniczym, na który składają się wszelakie naczynia kuchenne (bardzo popularny jest samowar) toaletowe oraz ozdobne.



No i ma wioseczka swój dialekt perski, ponoć podobny do tego, którym mówią Żydzi Górscy.

niedziela, 22 czerwca 2008

24/30 - Kabala

Po azerbejdżańsku to Qəbələ. Kto się interesuje polityką, a w szczególności tarczą antyrakietową, ten powinien mniej więcej czaić, co to za miejsce - rok temu było o nim głośno w mediach.

Ponieważ nasz objazd kraju miał zdecydowanie inny charakter, to i szumu będzie pewnie mniej. Okazuje się, że do jakiego byśmy nie zawitali hotelu w tym mieście, to był on własnością Holdingu Gilan. Chodzi o 3 tego typu lokale oraz jedno sanatorium. Pokapowałem się dopiero w tym ostatnim... Przyznam, że byłem mocno zaskoczony tym faktem.

Ale to nie wszystko. W tym regionie postawiono w ostatnich miesiącach fabrykę soków, które w ciągu kilku tygodni całkowicie zdominowały rynek, bo ceny na porównywalne produkty rosyjskie czy ukraińskie praktycznie z dnia na dzień podskoczyły o 100%! (Doświadczyliśmy tego po powrocie z zimowych wojaży). Wolnym rynkiem tego z pewnością nazwać nie można.

Jak to wyjaśnić? Cóż, jeden człowiek na odpowiednim stanowisku odpowiednio z rodziną powiązany ma żonę z tej okolicy.



Ładny region - nie powiem...

sobota, 21 czerwca 2008

23/30 - Balaken, wyciąg



Do Balakenu przyjedzie prezydent. Przyleci do Zaqataly (lotnisko w zaawansowanym remoncie), a potem limuzyną pojedzie dalej. Płoty, parkany, bramy i wrota, odmalowane na biało-żółto krawężniki. Nowiutkie wiaty przystanków, które czekają i na pasażerów, i na autobusy, w jakiejś mierze też na głowę państwa. Na końcu tej drogi masz z flagą, ciut wcześniej, nad rzeką Hajdar-Park z Hajdar-pomnikiem i wyciągiem gondolowym (oszałamiające 3 szare słupy - murowane miejsce w Księdze Rekordów Guinessa za najkrótszą kolejkę linową), karuzele, alejki...



A! na górce po drugiej stronie rzeki prezydencka hacjenda, dacza (przypadkowo podjechaliśmy i przywitał nas uśmiechnięty pan ochroniarz z karabinem).



Daty przyjazdu (nawiedzenia?) nie znamy. Śledźcie którąś z azerbejdżańskich telewizji - najpewniej rządową AzTV lub poprzez antenę satelitarną LiderTV. W najbliższym czasie spełnią się te prorocze słowa ;-)

piątek, 20 czerwca 2008

22/30 - Pyrlandia Azerbejdżanu

Żyzne...



pola...



łąki...



i lasy okolic Gədəbəyu i Şamkiru.

czwartek, 19 czerwca 2008

21/30 - wstawanie bezbożne

Wszyscy niby znamy przysłowie, że „kto rano wstaje...”, ale 4.00 wyjazd nie jest normalne - przyznajcie? Ja nie jestem kołochoźnikiem. Dzięki Bogu to tylko wyjątkowo tak :-)

Początek ostatniej części trasy, by zaktualizować Guide to Azerbaijan. Znów GPS i namierzanie knajp, hoteli czy ośrodków wypoczynkowych oraz fotografowanie kibli, łóżek i - całe szczęście również - efektownej przyrody.

Mam nadzieję, że będzie dość Internetu, aby po drodze wypełnić dane przyrzeczenie o codziennym postowaniu.

środa, 18 czerwca 2008

20/30 - wątpliwości

Nigdy się nie kąpałem w Morzu Kaspijskim. Nie żałuję. Wątpliwości co do jakości wody w tym basenie-zupie nie mają też goście z sanepidu - tutaj.

Dzielę również niedowiarstwo tego pana, który twierdzi, że milion turystów odwiedzających AZ to jakieś bajki. Ostatnia wizyta w największym tutejszym kurorcie - Nabraniu - przekonała mnie o tym, że 4. akapit od końca mówi prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. By dorównać Antalii, trzeba wykonać jeszcze wiele pracy na różnych polach.

sobota, 14 czerwca 2008

16/30 - Lerik


Pierwsza trójka w wąwozach azerbejdżańskich. Po Gəmbə (prowadzącym dokąd? oczywiście do Xınalıqu) i tym, którym się jedzie do Lahıça.

Mieliśmy duże szczęście przy wyborze kierowców (do Lənkəranu i stamtąd do Lerika, a nawet z tej ostatniej miejscowości w góry, do Orandu). Wspaniałe widoki, bez końca można by robić tam zdjęcia.


Nasi kierowcy zawieźli nas też do piru (świętego miejsca), przy którym jest taki specyficzny nagrobek czy coś - z dziurą przy samej ziemi. Kto ma czyste sumienie, to się przezeń przeciśnie, choćby nie wiem, jaki był gruby! W ogóle, to piry obchodzi się 3 razy, a wychodząc trzeba stale być zwróconym twarzą w ich kierunku.

czwartek, 12 czerwca 2008

14/30 - Włodzimierz Wysocki


Лучше гор могут быть только горы,
На которых ещё не бывал.
(«Прощание с горами», 1966)

Lepsze od gór, mogą być tylko góry,
na których jeszcze nie byłem.
(„Pożegnanie z górami”, 1966)

Cytat Wysockiego przyświeca mi od dłuższego czasu. Obecnie jest on o tyle na czasie, że aktualizowany jest przewodnik Marka Lecha, w czym biorę czynny udział. Początek update'u przypadł na Sudur (tuż nad rosyjską granicą, w okolicy opiewanego wciąż na tym blogu Xınalıqu).

czwartek, 5 czerwca 2008

7/30 - szlakiem kaukaskich baranów



Jakoś nie mamy dość Xınalıqu... Cóż znów był ktoś chętny zobaczyć to cudo natury.



Tym razem dodatkowo napotkaliśmy niezliczone trzody owiec i wielu çobanów, czyli pasterzy...



...w tym technologicznie zaawansowanych...

sobota, 31 maja 2008

2/30 - Xınalıq, w pogoni za słońcem

Wschód z naszego okna. Porażający, w końcu to przed 6.00.


Bajkowa ta sceneria chynalyska...



W drodze z Xınalıqu uzgodniliśmy, że warto by zrobić listę rzeczy, które chcemy zrobić przed wyjazdem. Oto ona (wstępnie):
* zobaczyć Xınalıq na tle niebieskiego nieba
* zobaczyć, jak zarzyna się barana (skreślenie częściowe, bo tyleż tylko widziałem)
* zjeść xaş
* wybrać się do Muzeum Historycznego w Baku
* pójść jeszcze raz do bani
* zobaczyć Göy-Göl
* wziąć kąpiel w Naftalanie
* polecieć na platformę wiertniczą na Kaspijskim
* zrobić sobie trekking w Kaukazie
* zwiedzić jakieś muzeum Hajdara

poniedziałek, 12 maja 2008

Dreszczyk w deszczu

Wszystko zaczęło się bardzo spokojnie i niewinnie. Zawitaliśmy do Diri Baby, czyli mauzoleum sufiego, który tak właśnie się nazywał i został tam po śmierci złożony, ale... się nie rozłożył, no i tak powstał tu pir.



Mieliśmy jednak ambitniejszy plan niż podszamachyńskie Mərəzə - wybieraliśmy się do Lahıca, wioseczki słynącej z wyrobu miedzianych naczyń. Problem pojawił się tuż za Şamaxı. Zaczął padać deszcz.

Po telefonie do przyjaciela zdecydowaliśmy, że jednak warto się wspiąć górską drogą, tylko nie wiedzieliśmy jaka ona jest! Poniżej próbka:



Na odcinku ciut wcześniejszym spróbowaliśmy jeszcze niebiesko-czerwono-zielonego mostku. Przechodzi się go trochę w stylu Roberta Korzeniowskiego. Było ślisko i zimno, ale nie niebezpiecznie, choć na pierwszy rzut oka... - zresztą sami oceńcie.



Lahic był uroczy nawet w ulewie. Chciałoby się pospacerować jego uliczkami, zatrzymać się na noc u kogoś w domu czy wstąpić do łaźni, ale nie tego dnia. Trochę zrezygnowani postanowiliśmy dojechać do Szeki.

niedziela, 20 kwietnia 2008

Szeki - 3 punkty obowiązkowe

To już tydzień, jak wróciliśmy z Szeki (oryg. Şəki) - miasta, które po Baku i Półwyspie Abszerońskim, jest następne na liście tych, co zapuszczają się w te „dzikie i niebezpieczne” rejony świata.

 

Główną atrakcją i magnesem przyciągającym turystów do Szeki jest Xan Sarayı (Pałac Chana). - Powyżej widać go trochę w poskładanym lustrze. Drugim miejscem wartym odwiedzenia jest Karvansaray, kiedyś poczekalnia dla wielbłądów, a dzisiaj hotelik dla przybyszy żądnych wrażeń, bo o tej porze bywa chłodnawo, a naszemu koledze nie śniły się raczej odgłosy gryzoni pędzących za przepierzeniem ;-) Naprawdę duża doza klimatyczności.

 
 
 

Chałwa na poniższym obrazku to tradycyjny wyrób przywożony z Szeki i uważany za delikates. Punktów sprzedaży jest mnóstwo i znajdują się w różnych częściach miasta. Nie spotkaliśmy jeszcze obcokrajowca, który dałby radę i polubił ten typ. Trzeba by mieć chyba zęby ze złota i ostre niedobory cukru, żeby się nią na co dzień raczyć.



Aha, jest jeszcze taka knajpa na brzegu rzeki, nazywa się „Səma”, należy się oddalić od centrum - dla widoku i doznań na podniebieniu - warto. To byłby trzeci punkt obowiązkowy.

Posted by Picasa

środa, 9 kwietnia 2008

Kaukaz cz. B

Quba to nie tylko punkt wypadowy do Xınalıqu. Jest tam też skupisko Żydów Górskich. Mieszkają jako dobrzy sąsiedzi po drugiej stronie rzeki, którą zwą Krasnaja Sloboda. Prowadzą do niej dwa mosty, z czego jeden tylko dla pieszych.

Ot, bogatsza dzielnica, kilka synagog (od zupełnej ruiny do wyremontowanych z funduszy Jointu) - dla bywalców krakowskiego Kazimierza nie jest to w sumie żadna sensacja. Być może najciekawszy element w tej mozaice stanowi cmentarz na wzgórzu, z którego rozciąga się ładna panorama Quby.



Tamtędy prowadzi droga do lezgińskiej miejscowości Qusar. O Lezginach długo można by pisać - że waleczni, że mają swój język, że taniec „Lezginka”, że Dagestan itd. Tym razem te sprawy zeszły na dalszy plan. Jechaliśmy do Lazy (org. Ləzə), która leży u podnóża góry Şahdağ. To jest okolica, gdzie za niedługo powstanie pierwszy w Azerbejdżanie ośrodek narciarski! Stok, wyciąg, sztuczny śnieg, hotel. Budują Włosi.





Spotkaliśmy jeszcze przewodnika na koniu i z komórką, dzięki któremu zrobiliśmy sobie sesję fotograficzną. Gościu prowadzi ludzi przez te góry, co przy braku map może się okazać pożądaną opcją.

Wróciliśmy. Mieliśmy jeszcze iść na mecz siatkarek z Izraela i Azerbejdżanu, ale w Krasnej Slobodzie zostaliśmy wprowadzeni w błąd, co do czasu rozpoczęcia meczu. Najbardziej żal było chyba KO-wcowi, któremu zresztą oberwało się po przyjeździe od „anonimowych” uczestników wycieczki „za żywota”, no bo za co?



Posted by Picasa

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Kaukaz cz. A

 

Przyjechał Janusz, przyjechała Monika. Bez gór żyć ciężko - wszystkim się nam tak zdało, więc ruszyliśmy po raz kolejny szturmować wioskę Xınalıq (czyt. Chynalyg). Dojazd, jeśli pamiętacie, jest piękny, wąwozowy i już nie aż tak niebezpieczny. Znów te mgły, znów śnieg, bośmy się wybrali w samym środku wiosny.

 

Ten krutoj krasavczik przywitał nas, gdy dojechliśmy już na górę. A poniższy eksponat piśmienniczy ujrzeliśmy w tamtejszym Muzeum Etnograficzno-Historycznym.

 

Muzeum to wielkie słowo. Była jedna salka wypełniona wszelkiej maści znaleziskami od archeologicznych po codzienno-domowe. Przy tym prosić o szerszy komentarz nie miało sensu, bo człowiek, który nas wpuścił - choć miły, - niewiele się orientował. Z nawrzucanych rzeczy kilka jednak było ciekawych, a powyższa kniga z tak zapisanymi stronicami to już cud-miód. Aż się boję, ile wytrzyma w takich hardkorowych warunkach :-(

 

Wracając, mieliśmy to szczęście (jak i ostatnio), że trafiliśmy na orły. Miały chrapkę na jagnięcinę chyba, bo w dole przebywał pastuch z podopiecznymi.

Posted by Picasa

sobota, 29 marca 2008

O mój rozmarynie

Nie udało nam się z elektriczką, bo się okazało, że nie dojeżdża czasowo do stacji głównej, a jak pojechaliśmy do miejsca, gdzie dochodzi, to wyszło, że łatwiej wsiąść do marszrutki niż czekać ponad godzinę na wietrze.

Pokazaliśmy koleżance Magdzie meczet i to taki z prawdziwego zdarzenia - w Şüvəlanie. Byliśmy już tam parę razy, ale w końcu ukończono prace i teraz wnętrza robią jeszcze większe wrażenie. Zdjęć robić nie wolno.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o park dendrologiczny w Mərdəkanie, który widzieliśmy po raz pierwszy. Wkręciliśmy się jako Azerbejdżanie (za 1 manata a nie za 4), bo pokazaliśmy nasze uniwersyteckie legitymacje i przy kupnie używaliśmy łamanej azerbejdżańszczyzny. Pełno w nim rozmarynu wzdłuż alejek:

 
 

Niemal oczywistością jest znalezienie w takim miejscu pouczających i podbudowywujących haseł śp. Hajdara Alijewa. Było ich sporo. To jest bezpańskie, ale stało obok takiego już podpisanego, więc chyba autorstwo można przypisać wspomnianemu wielkiemu wodzowi.

 

Doceńcie odkrywczość: Dzieci są naszą przyszłością!

Posted by Picasa

środa, 26 marca 2008

Noruz się ciągnie

W Azerbejdżanie Nowruz trwa już prawie tydzień (rozporządzenie prezydenta - poważna sprawa). Bardzo miło się świętuje, bo nie ma zajęć, jest słońce, przyjemna temperatura za dnia oraz gość z PL, co zawsze wpływa pozytywnie. Widać, że w Kazachstanie mają podobnie. Dostałem od Aynury odpowiedni wydruk dotyczący tego wielkiego święta. Wynika z niego, a także z ustnych doniesień innych osób, że myliłem się nazywając je zoroastriańskim. Jest wcześniejsze.

Pojechaliśmy sobie z tej okazji na weekend do gorących wód (isti-su) w rejonie Masallı. Śmierdzi tam okropnie zgniłymi jajami, ale walory lecznicze są niewątpliwe: jedna kuracja to rok bez boleści. My byliśmy 2 razy - rachunek jest prosty? No!



Poza tym, skontaktowaliśmy się z pewnym naszym studentem o nazwisku związanym z panującym akurat świętem (podaję dla niesprawnych skojarzeniowo: Novruzov). Na poniższym zdjęciu jego tata przedstawia nam swoją bogato ilustrowaną historię.



Jutro może się wybierzemy jeszcze elektriczką po Abszeronie do jakiegoś meczetu i na wyspę, ale to tylko wtedy, jeśli pogoda się nie zmieni na gorsze.

Baku jako pierwsze w Związku Radzieckim miało kolej elektryczną. Było to w roku 1926. Dworzec Sabunczyński, z którego odjeżdżała, stoi do dziś (projektu Nikołaja Bajewa) i jest ładny, a po remoncie, to już w ogóle będzie cacy.


 
Posted by Picasa

poniedziałek, 10 marca 2008

Inny przewodnik

Nasz bardzo dobry kulega Marek Lech, kresowiak i bakiniec, wydał niedawno przewodnik po Azerbejdżanie w języku angielskim (Guide to Azerbaijan). Rzecz jest konkurencyjna ma się rozumieć do dotychczas tutaj reklamowanej pozycji autorstwa szkockiego. Niestety na razie nie ma się jak odwołać do księgarni internetowej, bo dystrybucja raczkuje, więc musi wystarczyć rzut oka na okładkę.



Po przyjeździe do Baku zachęcamy do nabycia w dobrych kitab mağazaları, znaczy księgarniach, których jak na tak duże miasto jest niestety niewiele. Alternatywnie możemy skontaktować bezpośrednio z autorem ;-)

UPDATE: Pod tym linkiem przewodnik poleca także stowarzyszenie podróżników CROTOS.

poniedziałek, 18 lutego 2008

Dubaj

I w końcu Dubaj, o którym można by długo, bo parę patentów jest naprawdę niezłych, no i fakt, że z małego rybackiego portu zrobiło się takie coś... fiufiu.

1) o Big Busie - poznawaliśmy miasto dzięki temu przedsiębiorstwu i był to dobry wybór. Rekomendujemy, choć w którymś momencie ciągle powtarzane „Dubai równa się do&buy” stało się nieznośne.



2) o szklanych domach - Emiraty to pustynne państwo, więc naturalnie sięgają po piasek jako podstawowy surowiec, z którego rzekomo robi się szkło (dla mnie to magia, mimo tego, że w dzieciństwie tata mówił mi to samo). Tak więc, co się śniło Żeromskiemu, to się spełnia nad Zatoką Perską. Miasto pnie się do góry w oczach. Najwyższy budynek w tle (taki z dwoma żurawiami na dachu) to najwyższy budynek na świecie. I co z tego, że jeszcze nie gotowy?



3) o zieleni na siłę - w Dubaju o zieleń dba się jak chyba nigdzie. Oczywiście najpierw trzeba ją zrobić. I mniej więcej od położenia wężyków się zaczyna. Ile oni przerabiają słonej wody na słodką, żeby to utrzymać!



4) o szopingu - oczywiście nie jest tak, że jedzie się do tego miasta akurat kiedy trwa Dubai Shopping Festival i nie myśli się o mniejszych czy większych zakupach. Nikt mi nie wmówi. Poniżej wypasione, ekskluzywne centrum handlowe stylizowane na Egipt czyli kicz i w ogóle.



5) o pływaniu - dużą frajdę podczas całej tej eskapady sprawiały nam różne łódki. Dubaj jest przełamany na dwa Creekiem, w którym jest port dla dau, a oprócz tego pływają abry, czyli takie małe pasażerskie wodne taksówki. Wszystko to uciecha.



6) o fantazji emirackiej - generalnie nie jest to nic powalającego, ponieważ z grubsza chodzi o skopiowanie wszystkiego, co już gdzieś stoi i jest fajne. Potem stawia się to na pustyni i git - ludziom w takim miejscu też się to podoba, a grunt, że oni przyjeżdżają i kupują. Nihil novi, taki mamy świat, a Dubaj to świat w pigułce, szczególnie gdy już usypią te wszystkie wyspy. Poniżej stok narciarski dla przykładu.



7) o ruchu ulicznym - nie taki straszny jak w AZ, o Iranie nie wspominając.

8) o taksówkach - niedrogie, ale czasem by złapać jakąś trzeba było i pół godziny czekać.