Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 czerwca 2008

3/30 - WiFi @ AromaCafe



Azerbejdżan to nie jest miejsce, gdzie się pije dużo kawy. Mimo wpływu Rosjan, Ormian, Gruzinów i w końcu Turków, którzy kawą nie gardzą, Azerbejdżanie stawili jej opór. Jednak powoli pojawiają się w Baku kawowe miejsca - Aroma Cafe ma tę przewagę nad Chocolate, Coffee Inn, Azzą czy Vanilla Cafe, że ma darmowy bezprzewodowy Internet. Szybki - to rzadkość. Chętnie korzystam.

piątek, 25 kwietnia 2008

Cytryny


Mam nadzieję, że ciągle pamiętacie, jak sroga była zima tego roku. Kto cierpi na sklerozę, jest archiwum. Nigdy by człowiek nie pomyślał, że od takich drobnostek jak rekord mrozu może zależeć cena cytryn w kwietniu. Jest to bodaj jedyny owoc w Azerbejdżanie, który kupuje się na sztuki i nikt się głupio nie uśmiecha i dotąd 1 cytryna kosztowała jakieś 20 gapików. Te panie, wierzcie albo nie, chcą za tego pięknego żółtego cytrusa aż manata (2,5 zł)!

A ile stoi teraz siateczka tego dobra w Polsce?

niedziela, 20 kwietnia 2008

Szeki - 3 punkty obowiązkowe

To już tydzień, jak wróciliśmy z Szeki (oryg. Şəki) - miasta, które po Baku i Półwyspie Abszerońskim, jest następne na liście tych, co zapuszczają się w te „dzikie i niebezpieczne” rejony świata.

 

Główną atrakcją i magnesem przyciągającym turystów do Szeki jest Xan Sarayı (Pałac Chana). - Powyżej widać go trochę w poskładanym lustrze. Drugim miejscem wartym odwiedzenia jest Karvansaray, kiedyś poczekalnia dla wielbłądów, a dzisiaj hotelik dla przybyszy żądnych wrażeń, bo o tej porze bywa chłodnawo, a naszemu koledze nie śniły się raczej odgłosy gryzoni pędzących za przepierzeniem ;-) Naprawdę duża doza klimatyczności.

 
 
 

Chałwa na poniższym obrazku to tradycyjny wyrób przywożony z Szeki i uważany za delikates. Punktów sprzedaży jest mnóstwo i znajdują się w różnych częściach miasta. Nie spotkaliśmy jeszcze obcokrajowca, który dałby radę i polubił ten typ. Trzeba by mieć chyba zęby ze złota i ostre niedobory cukru, żeby się nią na co dzień raczyć.



Aha, jest jeszcze taka knajpa na brzegu rzeki, nazywa się „Səma”, należy się oddalić od centrum - dla widoku i doznań na podniebieniu - warto. To byłby trzeci punkt obowiązkowy.

Posted by Picasa

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Atrakcje ostatnich dni

1.

Obiad przy świecach... gotowany.
Wyłączyli prąd (bo po co komu) a jakoś trzeba sobie radzić, gdy brzuchy burczą.

2.

Szwendaliśmy się po Baku ze znajomymi Niemcami. Na drzwiach wejściowych jednego z pubów wisiała informacja „Today's gothic party!”.
Jednak ku naszemu rozczarowaniu impreza właśnie się skończyła. Jedyną atrakcją pozostała obserwacja procesu przeobrażania się „Gotek” Azerbejdżanek w Azerbejdżanki.

3.

Dużo śniegu w dzień.

Dużo śniegu w nocy.

wtorek, 8 maja 2007

Georgoba



6 maja - św. Jerzego. Dla Gruzinów to chyba największe święto narodowe. Zjechało się z tej okazji do Qaxu mnóstwo ludzi, na pewno kilka tysięcy, także z Gruzji. W niedzielę słowa "Georgia on my mind" były aż nadto prawdziwe ;) Najpierw odbywała się pielgrzymka/procesja na górę, do nowej cerkwi (niektórzy szli na bosaka, inni prowadzili barany na rzeź), aby zapalić świeczkę na skale - dawnym fundamencie starej cerkwi. Warto podkreślić, że niemało było zamieszkujących okolicę muzułman.

A potem nieomal "tańce hulanka swawola". Proboszcz wznosił jeden płomienny toast za drugim. Wykrzykiwał, wymachiwał. Chór śpiewał tak, że najnowsze zdobycze technologii audio wymiękają. Panowała atmosfera radości, zgody i wybaczenia.

Gija



Jedną z najlepszych rzeczy, jakie nas spotykają w takich ustronnych miejscach jak Qax, jest ludzka gościnność. Być zaproszonym do rodzinnego stołu to ogromny przywilej dla takich kompletnych kosmitów jak my.

Gija jest przyjacielem przyjaciela, więc mieliśmy ułatwione wejście, niemniej jednak kolacja u niego była wspaniałym przeżyciem. Zjedliśmy wieprzowe(! - wszak Gija to Gruzin) szaszłyki, które przygotowywał w piecu zwanym tendir (az.) vel tuna (gruz., jeśli się nie pomyliłem). Wypiliśmy morze wina z przeróżnych naczyń, w tym z rogu - nie da się odstawić nieopróżnionego...

czwartek, 1 lutego 2007

Bujamy się po Turcji



Bujamy się po Turcji. Tu się spotkał czaj z colą po dobrym jedzeniu. Piszemy akurat z serca Kapadocji, z takiego miejsca, o którym nigdy byśmy nie pomyśleli, że w nim wylądujemy. Na koniec apel do czytających - SIĘGNIJCIE PO ORHANA PAMUKA.

poniedziałek, 22 maja 2006


No nie mogliśmy się po prostu powstrzymać. Musieliśmy się podzielić taką fajną cytryną z ogonkiem. Fakt, że już trochę przysechł, ale wczoraj jakoś nam nie wyszło ze zdjęciami.

Przypominamy, że zarówno język polski, jak i azerbejdżański mają w alfabecie po dwie literki z ogonkami: 'ą' 'ę' (pol.) i 'ç' 'ş' (az.). Posted by Picasa

niedziela, 26 marca 2006

Ulybka

 
Prosimy o usmiech! Posted by Picasa

poniedziałek, 27 lutego 2006


Tak powstaje qutab (czyt. gutab). Juz kiedys o nim nadawalismy, ale wyszla nam niescislosc. Teraz juz wiemy lepiej ;)

No wiec (1) najpierw sie rozwalkowuje ciasto tym cieniutkim walkiem, ktory wyglada jak dzida. (2a) Potem laduje sie na polowe placka zielone z garnka u dolu z kilkoma kulkami granata. LUB (2b) Potem laduje sie na polowe placka mieso z kilkoma kulkami granata. (3) Na koniec podgrzewa sie to i spozywa ze zsiadlym mlekiem (po slasku: kiszka), po uprzednim zrolowaniu w poprzek. Ogolnie mozna sie dopatrzyc podobienstwa do nalesnika, wyjawszy prawie calkowity brak slodyczy. Posted by Picasa

niedziela, 26 lutego 2006


Wspanialy obiad u rodzicow Fachriego! Wbrew centralnie umieszczonemu napojowi korporacyjnemu nie wypilismy ani lyka. Za to sprobowalismy 10-letniego koniaku z Gandzy i specjalow azerbejdzanskiej kuchni. Jedna z refleksji poobiednich brzmi: "trzeba sie bedzie nauczyc wznosic toasty". Obiecalem, ze gdy przyjdzie nam stad wyjezdzac, to wzniose toast w tutejszej mowie. Inszallach! Posted by Picasa

wtorek, 3 stycznia 2006

potykamy sie tutaj o nieznane smaki i zapachy od pachnacych cytrynami cytryny*, ktore wciskamy calymi garsciami do herbaty przez mandarynki z listkami kupowane w warzywniaku tuz obok naszego domu do malego sklepiku iranskiego pachnacego jak szuflada przyprawowa z Rataje150/3
____________
*raz z przyzwyczajenia sparzylam cytryne wrzatkiem i... nic sie nie stalo - nie pojawila sie biala maz na skorce ani nie poczulam zapachu chemikaliow tylko zapach cytryny ot tak bez dodatkow cywilizacyjnych Posted by Picasa

wtorek, 29 listopada 2005


Zdjecie z punktu widzenia naszej lodowki, na ktorej oprocz alfabetow (azerbejdzanskiego i rosyjskiego) sa jeszcze zdjecia naszych studentow przymagnetyzowane. Jednoczesnie zapraszamy i informujemy, ze W lodowce zawsze cos jest - u nas nikt z glodu nie umrze. Duda jak wiadomo swietnie gotuje, chociaz bez miesa.

wtorek, 25 października 2005


Tu powstaje i tu sie sprzedaje lawasz [no taka tortilla troche, w 3 wersjach: mieso itp. ;) ]. W kazdym razie dzisiaj jadlem z miesem, a mloda z czyms zielonym. Smakowalo. Posted by Picasa

poniedziałek, 26 września 2005


Pod tym zoltym znaczkiem cos dzisiaj jedlismy. Z ciekawosci. Niestety, jest jak wszedzie. Sorry. Posted by Picasa