wtorek, 10 czerwca 2008

12/30 - Madame Kaczynska

Zdradził nam Zanussi (choć nawet autorzy Wikipedii już o tym wiedzą), że pewien holenderski plantator nazwał wyhodowany przez siebie gatunek tulipana „Madame Kaczynska”. Piękne...


Dziś była u nas we własnej osobie - ciepła 65-letnia. Czekaliśmy na nią wprawdzie długo, ale zostawiła po sobie miłe wrażenie i pozwoliła wielu innym osobom (w tym nam) zostawić równie dobre :-)

Rektor po raz pierwszy nie miał żadnych zastrzeżeń, a wianuszek dziekanów i prorektorów wokół niego popadł w jakąś taką melancholię. Doprawdy nie wiem, co się stało.

poniedziałek, 9 czerwca 2008

11/30 - pożegnania

Okazuje się, że nie my jedyni wyjeżdżamy na dobre z Baku. W minionych tygodniach obejmowaliśmy na do widzenia parę ludzi (a będzie ich jeszcze więcej w ciągu najbliższych 19 dni). Ludzi, z którymi w ostatnich latach lub miesiącach się polubiliśmy i zżyliśmy: Iwonę, Asię (i Nate'a), Tosię.

Owszem, jest Facebook, maile, telefony, ale rozumiecie...? W ten sposób najdobitniej odczuwamy koniec pewnej historii. A pamiętamy jeszcze o Marcie i Tonim, Dodi i Guillome'ie, Kasi i Wojtku, Basi i Andym, w końcu Philippie, z którym może zobaczymy się niebawem w Wiedniu. Może to jednak nie całkiem koniec? Bądźmy dobrej myśli - to mój ulubiony tekst.

niedziela, 8 czerwca 2008

10/30 - ten Mecz


Wtedy, kiedy robiłem to zdjęcie, byłem jeszcze pełen nadziei... 5 minut później miałem jej już znacznie mniej. Jeśli się tliła, to tylko dzięki Kubicy ;-)

Nawet azerbejdżańskie piwo się skończyło na mecz Polaków w Video Klubie „Jet Set”, gdzie przesiadywaliśmy od meczu Chorwacji z Austrią. Potem skończyło się i tureckie... Więc jak już myślałem, że jesteśmy zdani na obrzydliwego Zipfera, to znalazł się czeski Budweiser.

Wróżenie z kapsli: Czesi wygrywają!

sobota, 7 czerwca 2008

9/30 - pomnik Szewczenki (Tarasa)



W samym środku miasta stoi niemały pomnik. Zakryty pomnik. Dzięki wtykom w dyplomacji dowiedziałem się, że chodzi o ukraińskiego poetę. Czeka na wizytę pięknej Julii lub podtrutego Juszczenki.

A tymczasem skwerek już upubliczniony, odremontowany, z działającą fontanną i ukraińską knajpą w pobliżu (Soloha). No i skaterzy mają dodatkowe równe miejsce do śmigania.


piątek, 6 czerwca 2008

8/30 - Boz salkyn



To kirgiski film o dziewczynie z miasta (Biszkek chyba), która postępuje wbrew lokalnym tradycjom zamążpójścia, podchodzi do nich z dużą swobodą i ze sporą dozą zachodniej nowoczesności. Asema ląduje na wsi, nad pięknym jeziorem Issyk-Kul i tam poprzez tradycje staje się naprawdę wolna.